Wrażenia z wernisażu wystawy "Natur und Architektur in Słońsk" w Berlinie-Treptow - 25.02.2012

Wybraliśmy się w czwórkę: Atka, Halszka, Eko i ja. Do Kostrzyna dojechaliśmy przed czasem tak, że Atka zdążyła jeszcze sfotografować zrujnowany dworzec kolejowy przed remontem. Wsiedliśmy do niemieckiego szynobusu, który miejscowi nazywają bombardierem. Dołączył do nas Błażej i była już nas piątka - w sam raz na jeden bilet za 28 euro tam i z powrotem plus komunikacja miejska w Berlinie.

11:10 - odjazd. Błażej tak się ucieszył, że jesteśmy razem, że od razu opowiedział nam trzy kawały ale żadnego nie pamiętam. Wypiliśmy dobrą i tanią niemiecką kawę, którą uraczył nas konduktor. Podróż minęła szybko i już po 12. byliśmy na stacji Berlin-Lichtenberg. Byłem przygotowany na przewodnictwo grupie do miejsca przeznaczenia S-bahnem z dwiema przesiadkami ale okazało się to całkiem niepotrzebne, gdyż na dworcu już był Werner i Hilldur, którzy przyjechali po nas swoimi autami.

Dom kultury (a właściwie: Centrum Kultury) w Treptow, z zewnątrz niezbyt okazały, w środku jest wyremontowany, czysty i przyjemny. Od razu chcieliśmy obejrzeć nasze obrazy lecz z narastającym zdziwieniem nie zobaczyliśmy ich. Nie było! Ulga przyszła niebawem, gdy okazało się, że dalsza część wystawy jest na górze i tam je odnaleźliśmy. Cały dom kultury obwieszony obrazami ze Słońska - wspaniale! Zaproszono nas do stołu na gorącą i pożywną zupę kartoflaną z wkładką. Ugotował ją dla nas (artystów polskich i niemieckich) pracownik domu kultury i to był miły gest. Zupę zjadła z nami pani dyrektor Wydziału Kultury z miejscowego magistratu, która wygłosiła kilka miłych zdań o naszym wspólnym polsko-niemieckim malowaniu i przeprosiła, że nie będzie na uroczystości, gdyż ma bilet do teatru na arcyciekawą sztukę; wybaczyliśmy jej. Błażej zachęcał ją i burmistrza Treptow do przyjazdu na Dzień Ryby do Przyborowa w sierpniu. Wspomniał też o pomyśle wydania polsko-niemieckiego kalendarza z naszymi obrazami. Być może to się uda. Po obiadku Hilldur opowiadał o swojej wyspie, na którą się niedawno przeprowadził.

Uroczyste otwarcie wystawy było ... na prawdę uroczyste! Byliśmy zaskoczeni. Przybyła nawet pani z naszej ambasady w Berlinie, dając tym i swoim wystąpieniem wyraz, że ta wystawa ma również ważny wymiar międzynarodowy i nasze wspólne malowanie wzmacnia integrację europejską. Był występ chóru Otto-Dunkel-Chor, w którym śpiewał również kierownik domu kultury i nasza tłumaczka Irena, która okazała się fajną babką (jest Polką, która mieszka tam od 30. lat). Chórzyści przygotowali i odśpiewali dla nas, między innymi, dwie polskie piosenki; zrobili to z wielkim animuszem i widoczną przyjemnością. Gości było sporo i mów było sporo. Najdłuższe wystąpienie miał Werner. Okazało się, że nasze plenerowe malowanie ma nie tylko wesoły, wakacyjny charakter ale również, szczególnie dla Niemców ważny, wymiar pojednania i przebaczenia za to co się dawno temu wydarzyło. Hm... zamyśleliśmy się, ale po przemowach rozpogodziliśmy się gdy wręczaliśmy niemieckim kolegom i koleżance wiosenne prymulki, które Eko kupiła i pięknie udekorowała. To był miły gest. Nasze dziewczyny też dostały kwiatki i czekoladki, a ja mini flaszeczkę udekorowaną paierowym kwiatuszkiem.

Czas szybko upłynął przy pogawędkach i poczęstunku i czas było wracać. Nie chcieliśmy kłopotać Wernera i Hilldura naszym dotarciem na dworzec ale nie dało się wymknąć - Werner nie pozwlił na to i odwiózł nas wespół z Hilldurem na dworzec. Wyściskaliśmy się soczyście i szczerze. To był dla nas prawdziwie piękny dzień.

-------> ZDJĘCIA Z WERNISAŻU <------

 

Komentarze 

 
0 #3 Eko 2012-03-13 11:36
tak, byliśmy z wizytą u przyjaciól. :-)
Cytować
 
 
0 #2 Halszka 2012-03-12 22:58
:-) :-) doskonale napisaleś, rzeczywiscie, to byl dla nas prawdziwie piękny dzień, przyjemnie wspominać. :-)
Cytować
 
 
0 #1 Ibe 2012-03-12 22:22
Widać ,że jesteście tam honorowymi gośćmi!
Cytować