To był pamiętny rok 1980, a ja byłem wtedy studentem Politechniki Gdańskiej, kiedy kupiłem Ten aparat fotograficzny. Chęć świadomego fotografowania nabrzmiewała we mnie od dłuższego czasu, a zrodziła się po obejrzeniu albumów zawodowców i przeczytaniu paru książek o fotografowaniu. Brakowało mi tylko dobrego aparatu, czyli lepszego od "Smieny" - wiedziałem jedynie, że powinna to być lustrzanka. W końcu kupiłem ... - za zarobione w spółdzielni studenckiej pieniądze, na straganie z gratami obok akademika, od handlarza dobrami zza wschodniej granicy, bez jakiejkolwiek gwarancji, że robi zdjęcia, pod wrażeniem niezwykłej okazji - ... radziecki aparat "ZENIT-E"!

I ... nie zawiodłem się! Był wspaniały, miał światłomierz selenowy i dobry obiektyw "HELIOS - 2/58", miał też zapach i wyglądał "rasowo". Jest ze mną do dziś, wierny mi, a ja jemu, jest jedyny, tylko Nim fotografuję. Znam go na wskroś i wiem, że każde zdjęcie "wyjdzie" - niejednokrotnie zadziwiamy znajomych, którym podoba się to co razem robimy - ja i mój Zenit-E. Oczywiście, że pamiętam pierwsze zdjęcie - mam i pokażę je Wam. Nie dla tego, że ma dużą wartość artystyczną, bądź przedstawia świetną technikę fotograficzną lecz dlatego, że ma dla mnie wartość sentymentalną - podobnie jak ... pierwszy pocałunek. Przedstawia zabytkową uliczkę na Gdańskiej Starówce. Oto ono:

 

 

Kilka dni później towarzyszył już mi w historycznych wydarzeniach związanych z powstawaniem rewolucyjnego ruchu "Solidarność". Lech Wałęsa, chcąc zjednać sobie studentów w walce o nowe idee, zjawił się dość niespodziewanie w klubie studenckim "Schronik", który znajdował się w moim akademiku. Gdy tylko się o tym dowiedziałem, w biegu porwałem mój nowiutki aparat i popędziłem do pierwszego rzędu naprzeciwko Lecha - udało się. Niestety, był to już jesienny wieczór, w klubie było zbyt ciemno, a ja nie miałem lampy błyskowej (bo jeszcze się jej nie dorobiłem). Mimo wszystko zrobiłem parę zdjęć w półmroku, no i wyszło - przynajmniej coś. Mam nadzieję, że pokazując Wam to zdjęcie Pan Prezydent nie będzie miał mi tego za złe.

 

 

 

 

 

Później były rozmaite zdjęcia: reporterskie, portrety, krajobrazy, martwe natury, zdjęcia rodzinne i zdjęcia wszystkiego co tylko wydawało mi się piękne lub ciekawe. Mój aparat nauczył mnie na nowo widzieć otaczający mnie świat. Dzięki niemu widziałem to, czego inni nie dostrzegali. Stał mi się bardzo bliski i osobisty, gdyż dowiedział się o mnie więcej niż koledzy - poznał moje miłości, sympatie, przyjaciół, rodzinę.

 

 

Do tej pory lubię Go oglądać i dotykać, ot tak z sentymentu choć jest już stary i sfatygowany. Lubię aparaty fotograficzne. Obecnie mam ich kilkanaście lecz wszystkie są dużo starsze od Niego i nie fotografuję nimi. Od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem zakupu nowego, nowoczesnego aparatu i odstawienia Jego na półkę. Waham się jeszcze tylko, czy ma to być aparat klasyczny, czy może już cyfrowy. Chyba jednak cyfrowy - tylko dlaczego są one takie drogie?

 

Gorzów, czerwiec 2002 r.