Czwartek i piątek minionego tygodnia upłynął mi na aktywnym odbiorze i kontakcie ze sztuką.  Mieliśmy w Gorzowie możliwość spotkania jednego z pierwszych artystów sztuki performance w Polsce - Zbigniewa Warpechowskiego.  Spotkanie odbyło się w MOS-ie.

Artysta opowiadał nam jak widzi i rozumie sztukę, jakie miejsce zajmuje a jakie powinna zajmować w naszej rzeczywistości, czym wreszcie jest prawdziwa Sztuka, która nakierowana jest na odkrywanie nowego, nieznanego, a przy tym dążąca w swej istocie do Absolutu, czyli Doskonałości. Zbigniew Warpechowski porusza się w różnych sferach działalności artystycznej - przez poezję, malarstwo, rzeźbę do sfery, która łączy te wszystkie dziedziny, jaką jest sztuka performance. W swoich przedstawieniach porusza wiele tematów z kręgu naszej tożsamości, tradycji, opowiedzenia się za czymś lub za kimś, własnej świadomości kulturowej i duchowej. Warpechowski krytykował obecną bezideowość i komercyjność sztuki - sztuki często nastawionej jedynie na krytykę, szyderstwo, szarganie wartości, jako najprostszej drogi do rozgłosu i zaistnienia na rynku. Tymczasem Artysta opowiada się za powrotem i docenieniem własnych korzeni kulturowych i duchowych, własnej tradycji i tego, czym i kim jesteśmy. Te wartości według niego dają artyście siłę, charakter, możliwość opowiedzenia się za lub przeciw, odróżnienia na globalnym rynku. Często jest to niestety niedoceniane i negowane, jako przeżytek, zaściankowość, peryferyjność. Moim zdaniem dużo jest w tym racji, bo, jeżeli ostatnimi czasy modne stało się określenie Ja - Europejczyk - to, co to oznacza? Europejczyk to, kto?

Mieliśmy również okazją zobaczenia kilku przedstawień nagranych wcześniej i odtworzonych podczas spotkania. Były to performance wystawiane przez artystę w wielu miejscach na świecie. Szczególnie przykuło moją uwagę jedno, niestety nie jestem pewna tytułu, ale najprawdopodobniej „Ugięty”. Artysta przedstawił w nim zmaganie z samym sobą, z własną słabością i cierpieniem a przy tym niezłomność obranej postawy, trud, z jaki trzeba się zmierzyć w obronie własnych przekonań i wartości. Stał z uniesionymi rękami do góry, a pomiędzy palcami obu rąk trzymał kawałek metalowego prętu. Stał tak przez długi czas, jego ciało po kilku minutach szargane było zmęczeniem, broniło się przed niewygodną pozycją, widać było ból i ogromny wysiłek, aby nie poddać się wyczerpaniu, po czym spazmy ciała ustały i artysta stał już niewzruszenie z wysoko uniesionymi rękoma. Było to bardzo piękne i przejmujące przedstawienie. Warpechowski niczym drzewo, które za młodu posadzone, jest jeszcze słabe, podatne na złamanie, szargane przez burzę. To drzewo dopóty nie zapuści głęboko korzeni, nie wzmocni swych konarów narażone jest na wiele niebezpieczeństw, ale z czasem będąc już na tyle dużym i silnym staje się odporne na zagrożenia i może już spokojnie stać niewzruszone w swojej postawie. Piękny i mądry performance.

W piątek natomiast mieliśmy możliwość spotkania Zbigniewa Libery i bycia świadkiem podpisania jego ostatniego dzieła „Lekcja historii”, które zostaje w Gorzowie. Nie będę o tym obrazie zbyt wiele pisać, bo każdy musi je pójść zobaczyć – polecam! Mocny przekaz, który skłania do zamyślenia się nad Quo Vadis nasza cywilizacjo.

Na pewno tych dwóch artystów łączy wspólny mianownik, jakim jest negacja tego, co dzieje się z naszą epoką, kulturą, wyzbyciem tożsamości, sferą naszych wyborów, kierunkiem działania. Globalizacja i towarzysząca jej unifikacja doprowadzić mogą właśnie do takiej karty historii. Mam tylko nadzieję, że to dzieło nie stanie się nigdy samoziszczającą się przepowiednią i kiedyś dla tzw. rządzących nami elit nie stanie się dziełem niewygodnym i skrywanym w lamusach muzeum.

Jeszcze na koniec krótko o innym artyście – Marcinie Mierzickim, który zaprezentował swoje prace video. Jedna z prac wydała się nam bardzo ciekawa, było to kilkusekundowe zbliżenie twarzy starej kobiety, która wypowiada do kamery jedno słowo. Video było pozbawione dźwięku, widzieliśmy jedynie obraz. Grupka uczestników wystawy przez kilkanaście minut wpatrywała się w obraz chcąc odczytać z ruchu warg wypowiadane słowa. Padły dwie propozycję, że jest to słowo „czekam” oraz „żegnam”. Wydawało się nam to dość oczywiste, stary człowiek stojący zapewne u kresu, pogodzony z losem itd. Tymczasem autor powiedział, że ta stara kobieta mówi do kamery „shut up”. Szczerze powiem, że byliśmy zdziwieni, zawiedzeni, a wręcz poczuliśmy się oszukani. Tu kryje się cała stereotypowość naszego postrzegania świata. Stary człowiek to: opanowanie cierpliwość, pogodzenie się z losem, a tym czasem tak samo szargają nim emocje, mimo, że stary przecież może być wkurzony, wściekły, zły. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się nam takie jednoznaczne wcale nim być nie musi. Tak, więc, zostawiam was z tym „shut up” zamiast czekam i żegnam.

 

Komentarze 

 
0 #2 atka 2012-06-04 18:34
Eliza świetnie zdala relację z wernisażu.Szkoda, że nie bylam.
Na jednym ze zdjęć ww stron dojrzalam też Mareckiego, ale to nie ja robilam zdjęcia.
Cytować
 
 
0 #1 marecki 2012-06-04 11:40
Dodam linki:
Werpychowski www.mosart.pl/page1982
Libera www.mosart.pl/page1981
Mierzicki www.mosart.pl/page1966

Na dole powyższych stron są fotorelacje. Na "Liberze" widać nasze dwie Zakazowiczki skupione na odbiorze Sztuki. Widzę już specjalizacje: Eko jest świetną komentatorką wydarzeń artystycznych, a Atka jest świetną fotoreporterką. Cieszy mnie to :-)
Cytować